INDONEZJA

Roztyj się i bądź szczęśliwa – Indonezja nauczyła mnie, że piękno to to, jak się czujesz sama ze sobą

15 czerwca 2018
indonezyjska dieta cud - bądź szczęśliwa

Niby wiesz, że dobrze wyglądasz. Że ciało mieści się w przyjętych kanonach piękna, a Twój uśmiech powala miliony. Jednak czasami przychodzi moment zwątpienia. Moment, w którym czujesz, że coś jest nie tak.
Nigdy nie byłam zwolenniczką diet, głodówek, a nawet ćwiczeń. Wychodzilam z założenia, że jeżeli zdrowo się odżywiam i ruszam się podczas wszystkich codziennych czynności to wystarczy. Nie byłam wielką fanką żadnego sportu (ku rozpaczy matki wuefistki). Przyznaję, że od kiedy zaczęłam sama gotować lepiej też rozumiem swój organizm, wiem czego w danym momencie mu brakuje, albo kiedy moge sobie pozwolić na dzień rozpusty bez szwanku na samopoczuciu.

Indonezyjska dieta cud

W Indonezji, od razu po przyjeździe, szybko schudłam. Przez ten szybki miesiąc chudnięcia czułam się cudownie. To było jak szybki powrót do liceum i rozmiaru godnego nastolatki. Chciałoby się powiedzieć, że to zmiana klimatu i radykalna zmiana diety z tlustej europejskiej na ryżową azjatycką, ale nie do końca. Bo ja uwielbiałam gotować zawsze i w Indonezji to się nie zmieniło. Więc tak – jadłam w lokalnych warungach, ale też gotowałam w domu. Dieta nie zmieniła się restrykcyjnie, ale masa ciała spadała. A później waga wróciła do stanu wyjściowego. Jedyne, co mnie zdziwiło, to fakt, że nie zauważyłam. Nie zauważyłam, kiedy moje stracone kilogramy (bliżej 8 niż 2), magicznie wróciły na swoje dawne miejsce w okolicy brzucha.

Dlaczego tak się stało? Bo byłam szczęśliwa.

Byłam szczęśliwa i dobrze czułam się sama ze sobą. Z innymi i wśród innych też. Nikt nie zwracał uwagi na to, czy mój brzuch urósł, a uda się poszerzyły. Dla znajomych liczył się mój szeroki uśmiech. I tylko on. Nie było krytyki ani dobrych rad w stylu „powinnaś coś ze sobą zrobić”. Były natomiast komentarze, że dobrze wyglądam, że pięknie się uśmiecham i czy mogę zdradzić sekret na codzienną radość wymalowaną na twarzy.

A propos twarzy – w Indonezji totalnie porzuciłam sztukę make-up’u. Nie malowałam się, bo po pierwsze mi się nie chciało, po drugie było za gorąco, a po trzecie: twarz muśnięta słońcem jest najpiękniejsza!

indonezyjskie szczęście
Nie chodzi o to, by siedzieć i pachnieć

To nie jest tak, że zachęcam, aby każdy teraz usiadł na kanapie i czekał na własne roztycie pośród góry chipsów i ciastek. Chcę raczej powiedzieć, że piękno to to, jak czujemy się sami ze sobą. Oraz to, jakich ludzi mamy wokół siebie.
Przekonałam się, że dobre słowa są lepsze niż krytyka – nawet ta w dobrej wierze. Ile to razy każda z nas słyszała od przyjaciółek, że trochę za dużo tu i trochę za dużo tam; że może warto pomyśleć o diecie/ćwiczeniach/czymś magicznym, co zrzuci za nas kalorie? A ile razy słyszymy: ale świetnie wyglądasz?
Jeżeli dobrze czujemy się same ze sobą, wiemy też, z jakich fragmentów swojego ciała nie jesteśmy do końca zadowolone. Kiedy wiemy co nam nie pasuje, motywacja aby to zmienić przyjdzie sama. Jeżeli nie chce się dzisiaj, to jutro nastąpi przełom.

Inni ludzie nie widzą nas tak, jak nam się wydaje

Ja czułam się świetnie i nie zauważyłam swoich dodatkowych kilogramów. Kiedy jednak po kilku miesiącach poczułam, że coś jest nie tak, znalazłam dla siebie zajęcia yogi, które nie były spokojną medytacją, tylko takim wykręcaniem ciała, że po godzinie wyglądałam jak po prysznicu. Żeby było śmieszniej, byłam jedyną białą babką na zajęciach i pamiętam swoje wielkie obawy „jak te chude i NIESPOCONE Indonezyjki będą zaraz na mnie patrzeć!?”. Okazało się, że nie było ani jednego krytycznego spojrzenia. Za to dużo śmiechu i miłych pogawędek po ćwiczeniach. Propozycje innych zajęć, które mogłyby mi się spodobać. Czułam się ekstra. I wcale nie przeszkadzało mi to, że tylko ja się spociłam. Swoją drogą, naprawdę nie wiem, jak one to robią, że się nie pocą. W sensie tak wcale. Albo tak, że tego wcale nie widać. Zazdroszczę.

A na koniec prawda objawiona:

Jeżeli czujemy się dobrze w swoim ciele, wyglądamy pięknie. Tak po prostu. Dla siebie, dla innych (jeżeli ma to jakieś znaczenie). Uśmiech jest najpiękniejszym make-up’em. Dbajmy więc o to, żeby przede wszystkim czuć się dobrze w głowie.

huśtawka na prawie bezludnej wyspie

You Might Also Like