CZECHY

Ostatnia podróż w tym roku – CZECHY DZIEŃ DRUGI

27 grudnia 2014
Kolejny dzień w Pradze postanowiliśmy spędzić jak prawdziwi turyści i pozwiedzać to co nazywają „atrakcjami, które trzeba zobaczyć”.

Udaliśmy się więc na wzgórze Petrin, skąd rozciąga się widok na panoramę miasta. Zwiedzanie metra i linii tramwajowych w cenie wycieczki :) [uwaga dla przyszłych podróżników: na bilecie można dojechać wszędzie. my zakupiliśmy 24h za 110kc; niestety utaj od 15 r.ż. jesteś traktowany jak dorosły].

Wysiadając z tramwaju dokładnie na przeciwko wzgórza Petrin trafiamy na pomnik ofiar komunizmu. Muszę przyznać, że zrobiony w bardzo ciekawy sposób.

Następnie wdrapaliśmy się, na wzgórze Petrin. Dokładnie na połowę, bo drugą połowę wjechaliśmy kolejką torowo-liniową.[dla zainteresowanych – nie wymaga dodatkowego biletu, można wjechać na tym samym, na którym jeździ się tramwajem i metrem].

Ze wzgórza widok rozciąga się praktycznie na całą Pragę. Warto tutaj wejść, bo widok jest tego warty!

Na wzgórzu Petrin jest jeszcze coś – czeski odpowiednik wieży Eifella, czyli 60-cio metrowa kopia oryginału, z której rozciąga się jeszcze lepszy widok na panoramę miasta.

Ale nie myślcie sobie, wejść tam to nie lada wyzwanie, tyle schodów :)

Kiedy już wejdziemy, zejdziemy i generalnie trochę się zmęczymy, możemy dla odprężenia wejść do komnaty luster. Szalony labirynt, stworzony tak, że widzisz siebie z każdej strony i tylko podłoga jest w stanie pokazać, które odbicie porusza się w dobrym kierunku.

Na deser komnata luster zniekształcających. Nie, nikt nie wygląda dobrze z głową większą niż cale ciało, ale wersja „na karzełka” jest całkiem urocza :)

Po zwiedzaniu dobrze rozgrzać się herbatą i gorącym trdelnikiem – czeskim ciastkiem narodowym. Wersja „najprawdziwsza z prawdziwych” to takie w wersji grillowanej nad węglem, wersja szybsza i bardziej komercyjna (czyli taka występująca pod czeską wieżą Eifella) to w samokręcącym się pałąku w kwadratowym przenośnym piecyku na gaz.

Trdelnik, czyli ciastko w kształcie walca puste w środku. Chyba z ciasta drożdżowego, ale w sumie to nie wiem. Obsypane cukrem lub orzechami. Podawane na gorąco, jedzone na gorąco :)

Schodząc ze wzgórza Petrin watro wsiąść w tramwaj i dojechać na Hradczany, w zasadzie tylko po to, żeby wejść na dziedziniec zamku i zobaczyć wielkie mosiężne drzwi do zamku, jedno ze skrzydeł z orlicą, drugie z lwem.
Minus zwiedzania świata w ostatnie dni grudnia jest taki, że
szybko robi się ciemno i zimno. Cały dzień spędzony na dworze spowodował, że Hradczany nie były tak cudowne jak powinny być, bo każdy z nas marzył tylko o ciepłym śpiworze, czekającym w mieszkanku.
Monia, która była w Pradze już po raz 3, w 5 zdaniach opowiedziała nam o historii Hradczanów i wszystkiego w koło, po czym postanowiliśmy się zbierać do domu.
Następny dzień zaplanowany: wyścigi autostopowe do Pilzna

 

You Might Also Like