PODRÓŻE

Jak nie planować podróży?

30 marca 2018

Jeżeli siedzisz z przewodnikiem na kanapie, nie pojedziesz dalej, niż na koniec rozdziału.

Zawsze uwielbiałam książki. Nie inaczej było z przewodnikami. Kupowałam je przed każdą podróżą. W sumie do dzisiaj to robię. Kupowałam też takie przewodniki, do których miejsc nie miałam w najbliższej przyszłości jechać, ale i tak planowanie zwiedzenia tych miejsc sprawiało mi frajdę.

Każdy przewodnik najpierw wertowałam w poszukiwaniu najpiękniejszych ujęć danego kraju, później brałam kolorowe zakreślacze i samoprzylepne karteczki, i od początku, rozdział po rozdziale, przekartkowywałam przewodnik zakreślając miejsca , które uważałam za „must have” wyjazdu.

Nie muszę chyba mówić jak wielką klapą wszystkie te „must have” były. Kiedy już siedziałam w samolocie wiedziałam, że moja podróż będzie wyglądać zupełnie inaczej. Że miejsca turystyczne będę zwiedzać szybko, żeby ominąć tłumy turystów, które tak strasznie mnie denerwują, albo nie będę zwiedzać ich wcale. Że zamiast wytyczonego w przewodniku szlaku zaszyję się z książką w kawiarni i niespiesznie popijając latte, będę obserwować życie normalnych ludzi. Że jak znajdę ładną małą uliczkę to zrobię jej tysiąc zdjęć z każdej perspektywy, ale pod sławnym pomnikiem nie będę mieć żadnego.

TAK JEST DO DZISIAJ

Przewodniki po Indonezji mam w sumie cztery. Jeden zakupiony, trzy odziedziczone po rodzinie i znajomych. Pozakreślane, z zagiętymi rogami i wystającymi samoprzylepnymi kartkami. Przed przyjazdem lubowałam się w nich i wyobrażałam sobie „gdzie to ja nie pojadę”. Nawet było mi przykro, że w moim ulubionym z Lonely Planet, jest tak mało o miejscu w którym będę mieszkać, czyli Bandung.

A jak wygląda podróżowanie po Indonezji w praktyce? Ugadujemy się, że za tydzień jedziemy. Bilet na samolot, który jest tani, kupujemy na dwa dni przed, bez powrotnego, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wrócimy. Pytamy znajomych, gdzie warto pójść w okolicy. Zatrzymujemy się w najtańszym znalezionym na traveloce hostelu, podpytujemy ludzi gdzie byli i co zobaczyli, czasami zabieramy się z kimś (albo kogoś z nami). I jest. Wycieczka bez planu, ale zawsze udana.

PRZEWODNIK NADAL W CENIE

Nadal chętnie przeglądam swoje przewodniki. Inspiruję się ładnymi zdjęciami i fragmentami w stylu „polecane przez…”, ale wiem, że moja wycieczka będzie zupełnie inna. Równie piękna, co ta z przewodnika, albo nawet lepsza. Nie wyrywam sobie włosów z głowy, bo nie zdążę dojechać do zakreślonej na różowo świątyni ze strony 136. Wiem, że zapewne plan się gdzieś po drodze zepsuje, że coś będzie trzeba wymyślać na szybko, gdzieś zostać dłużej. Że pewnie jednego dnia, mimo pory suchej, będzie ulewa, która uniemożliwi dosłownie wszystko. Ale będzie pięknie. Bo po naszemu.